U nas ceny rosną najszybciej w kraju!
Jest jeden ranking gospodarczy, w którym Podkarpacie zajmuje zaszczytne pierwsze miejsce. To tabela pokazująca... inflację. PiS i SLD już wiedzą, jak to wykorzystać w kampanii
Politycy opozycyjnych partii już przywdziewają szaty ludowych trybunów i szykują się do natarcia. Choć do oficjalnego startu kampanii wyborczej jeszcze szmat czasu - wybory parlamentarne odbędą się prawdopodobnie pod koniec października i nawet listy wyborcze nie zostały jeszcze ułożone.
Ale jedno wiadomo: kampania będzie się kręcić wokół drożyzny. Wczoraj na łamach ogólnopolskiego wydania "Gazety" opublikowany został ranking województw pokazujący, jak w różnych zakątkach kraju rosną ceny. Najwyższa inflacja jest w tradycyjnie ubogich województwach Polski wschodniej. A na pierwszym miejscu wylądowało Podkarpacie. To dane GUS, który zbadał poziom inflacji w czwartym kwartale 2010 roku. U nas sięgnęła ona 3,8 proc. A średnia krajowa wyniosła zaledwie 2,9 proc. Za nami są warmińsko-mazurskie i świętokrzyskie - tam ceny wzrosły o 3,4 proc. Dla porównania - w województwie mazowieckim inflacja wyniosła ledwie 2,3 proc.
- Nie będziemy tego tematu, jak to się popularnie mówi, ogrywać w kampanii - zastrzega poseł Tomasz Kamiński, szef podkarpackiego SLD. Ale zaraz dodaje: - Będziemy pokazywać prawdę. Prawdę o naszym regionie. Jego obraz jest rozpaczliwy: jedna z najwyższych stóp bezrobocia, najniższe w kraju zarobki i jeszcze najwyższa inflacja. Do tego z Podkarpacia masowo wyjeżdżają ludzie młodzi. Z mojej klasy licealnej w kraju została jakaś jedna trzecia osób - mówi.
Sojusz nie chce czekać z wykorzystaniem tematu do rozpoczęcia oficjalnej kampanii. Na przełom maja i czerwca zaplanował konferencję dotyczącą poziomu życia rolników na Podkarpaciu. - Będziemy na niej pokazywać konkretnych ludzi, którzy żyją w naszym regionie z uprawy ziemi. Ale nie obszarników, którzy mają po 400 ha ziemi i płacą KRUS. Tylko takich, jakich u nas jest większość, którzy mają po dwa, trzy hektary pola. Oni opowiedzą, jak ciężko im dziś żyć - zapowiada Kamiński.
Duże uderzenie szykuje też PiS. Już 14 maja organizuje konferencję na temat sytuacji w kraju. - Będziemy mówić zwłaszcza o gospodarce, o szalejącej drożyźnie. Konferencja odbędzie się w Instytucie Muzyki w Rzeszowie. Zaprosiliśmy na nią blisko 40 parlamentarzystów. Prawdopodobnie przyjedzie też prezes Jarosław Kaczyński - zapowiada poseł Stanisław Ożóg, wiceszef podkarpackiego PiS.
Co na to partie rządzące: PO i PSL?
- Co mamy na to odpowiedzieć? Że rząd w październiku obieca dopłacić do każdej marchewki? I że wtedy będzie taniej? Po to chyba mamy od dwudziestu lat wolny rynek, żeby już nie wracać do cen urzędowych - komentuje poseł Jan Bury, szef podkarpackiego PSL. Wg niego jego ugrupowanie podczas kampanii nie będzie podnosić rękawicy rzucanej przez PiS i SLD w sprawie drożyzny.
- Jesteśmy pragmatyczni. I mamy świadomość, że obecne ceny są wynikiem jeszcze kryzysu światowego z 2009 roku, a teraz niepokojów w krajach afrykańskich - dodaje Bury.
Ale PiS ma gotowe odpowiedzi na takie argumenty: - Nie ma tak, że rząd nie ma wpływu na ceny. Będziemy to udowadniać. I pokazywać, co zrobić, żeby ceny spadły. Należałoby na przykład obniżyć akcyzę na paliwa. Czy nasz rząd by to zrobił? Ależ oczywiście - zapewnia poseł Ożóg.
Platforma wie, że to będzie główny oręż opozycji w tej kampanii.
- Będziemy z jednej strony prowadzić kampanię wg własnego scenariusza, ale będziemy też odpowiadać na zarzuty opozycji. Będziemy tłumaczyć, że ceny towarów nie są zależne od Platformy, ale są wynikiem sytuacji ogólnoświatowej. To nie jest tylko problem Polski. Dlatego przygotujemy cykl konferencji gospodarczych jeszcze w maju i damy odpór teoriom wygłaszanym przez PiS - zapowiada poseł Zbigniew Rynasiewicz, szef podkarpackiej PO.
Źródło: Gazeta Wyborcza Rzeszów